Po co mi ten blog?

Po co mi ten blog?

Po raz kolejny na tej domenie stanął blog. Miałam różne koncepcje na niego. Tym razem będzie to mój blog osobisty. Będę pisać o Oli Żuławińskiej.

Tylko po co mi ten blog?

Internetowa celebrytka

((buhahaha)Watch movie online The Transporter Refueled (2015))

wyprawa

Blogi osobiste są nudne. Wiem to – właśnie zajrzałam na mojego pierwszego bloga. (Nawet nie myślałam, że jeszcze istnieje – ale sprawdziłam. I jest.). Na wpisy z marca 2003. Zaspałam na autobus. Komisja śledcza była – transmitowana nawet w TV. Małysz skakał. Znowu się zakochałam. I jak zwykle się odchudzałam.

Paradoksalnie, moje – konsekwentnie, przez trzy lata prowadzone wpisy zebrały całkiem sporą publiczność wiernych czytelniczek, które kibicowały moim zgubionym kilogramom, wyprawom i miłościom. Miło było mieć własną „społeczność”.

Przez lata intensywnej działalności w Internecie – można znaleźć sporo informacji o mnie. Jeśli np. jesteś moim znajomym na facebooku (przyznaję się bez bicia – nie znam swoich wszystkich znajomych z FB) – to wiesz np. że lubię jeździć na rowerze i uprawiam kijowe spacery. To i tu trochę się odsłonię. Postaram się nie pisać o odchudzaniu (tak, nadal to robię), ani o tym jaki świetny ketchup właśnie zrobiłam, bardziej o moich biznesowych potyczkach.

Porządki w biznesie

E-marketingiem zajmuję się się od 2006 roku. Wiedzy i umiejętności uzbierało mi się sporo. Tylko konsekwencji czasem było brak.

Od dłuższego czasu świadczę usługi – właśnie jako marketerka. I do cholery, frustruje mnie ich wycena. Pora na godzinę prawdy – wiesz ile jesteś warta, to to pokaż. Mało mi płacą – to sama zarobię.

Mam trochę „nieruchomości internetowych”, które zarabiają – na siebie. A powinny zarabiać też na mnie. Więc zamierzam je trochę podkręcić. Zarabianie w programach partnerskich to sprawa skalowalna. Jeśli umiem zarobić pięć stówek czy tysiąc miesięcznie to pięć tysięcy też potrafię. Tak mi się przynajmniej wydaje. I zamierzam to sprawdzić.

Boję się

Skąd mi się to wzięło? Przez ostatnie kilka lat żyłam sobie spokojnie. Z etatem pożegnałam się po macierzyńskim – a dzieć już szkolny, pracując z grubsza na zasadach samozatrudnienia i umów o dzieło.

Ostatnimi czasy było całe to zamieszanie wokół wyboru ZUS czy OFE. Sięgnęłam do segregatora po symulację mojej ewentualnie przyszłej emerytury.

Pani Dulska zakrzyknęła „Trzeba będzie wyprowadzić się na Dębniki!” . Ja, aby utrzymać się z mojej przyszłej ewentualnej emerytury, musiałabym wyprowadzić się do Burkina Faso. Nie ruszyłam tyłka, żeby zanieść przysłany mi papierek do ZUS. Zresztą – nie musiałam ruszać, mam ePUAP, więc wystarczyło włączyć komputer i podpisać wniosek elektronicznie. Dla mnie to żadna różnica – to co ewentualnie dostanę z któregokolwiek systemu będzie tragicznie niskie. Jeśli sama nie zadbam o siebie – to system na pewno o mnie nie zadba.

Wiem, że nie jestem sama  – ani z taką sytuacją, ani z takimi przemyśleniami. Proletariatu dwudziestego pierwszego wieku, roninów współczesnej ekonomii, jest mnóstwo  – drobnych przedsiębiorców, osób pracujących na umowach cywilnoprawnych, matek, które po urodzeniu dzieciaków próbują odnaleźć się na rynku pracy.

Chcę

OK. Emerytura to poważna sprawa. Ale przecież nie jedyny problem ekonomiczny, z którym przychodzi się mierzyć. Czy tylko mnie opłaty rosną szybciej niż wypłata? Czy tylko ja chcę kupić fajną hacjendę, fajną furę i martensy na obcasie bez zarzynania się kredytem do śmierci?

Zbieram ekipę

Oprócz rozwijania swojego biznesu w programach partnerskich postanowiłam również działać w programach, które opierają się na systemie MLM. I zbieram ekipę. Nie musisz mieć wykształcenia ani doświadczenia. Wiek i płeć są nieistotne. Liczy się chęć zmiany własnego życia i determinacja. Nauczymy  cię wszystkiego, czego potrzebujesz do zarabiania w Internecie. I z chęcią będziemy uczyć się od ciebie.

Jeśli chcesz zawalczyć o swoje godne życie – kliknij TU, obejrzyj filmiki i wypełnij ankietę. Skontaktujemy się z tobą.

Proletariusze Rzeczpospolitej – ruszcie się!

Dodaj komentarz

CommentLuv badge